Belweder

Wiedeń – co warto zobaczyć

Wiedeń – co warto zobaczyć

 

Poniższy wpis możecie potraktować jako sugerowany plan podróży po Wiedniu. My mieliśmy na to trzy dni, które wystarczyły na zwiedzenie większości najznakomitszych habsburskich budowli, lecz zastrzegam, że te kilka dni nie wystarczą jednak na to by zobaczyć te cuda architektury od środka. Poznawanie „wnętrza” Wiednia nie jest też tanie. Bilety wstępu do muzeów oscylują zazwyczaj w okolicach kilkunastu Euro i to po cenie ulgowej. Jako studenci z niezbyt głębokimi kieszeniami musieliśmy zrezygnować z przyjemności wejścia np. do Schönbrunn czy Belvederu. To wszystko jednak przed nami w naszej przyszłości.

 

Dzień I

Na miejsce dotarliśmy wczesnym rankiem. Wszystko poszło zgodnie
z planem. Zaraz po kupieniu biletów komunikacji miejskiej wsiedliśmy
w metro i przejechaliśmy dwie stacje, gdzie wysiedliśmy nieopodal naszego hotelu i słynnego parku rozrywki Prater. Był to niegdyś teren łowiecki Habsburgów, jednak w XVIII wieku, cesarz Józef II oddał te tereny dla ludu. Największą czekająca tam atrakcją jest słynny diabelski młyn wzniesiony
w 1897 roku na cześć cesarza Franciszka Józefa. Koszt takiej przyjemności to 10 €. Park jest ogólnodostępny – płacimy tylko za interesujące nas atrakcje takie jak np. rollercoaster, czy klasyczne samochodziki. Mimo bliskości położenia Prater’u, zostawiliśmy tą atrakcję jako ostateczność. Czas woleliśmy spędzić podziwiając centrum i cenną architekturę. Zachęcam jednak, przy większej ilości czasu do skorzystania z atrakcji. W sezonie odbywają się tam podobno największe imprezy w Wiedniu.

Diabelski młyn

Celem wysiadki przy stacji Praterstern było pozostawienie naszych bagaży
w hotelu. Ze względu na wczesną porę nie mogliśmy się zakwaterować, ale dzięki uprzejmości obsługi cięższe bagaże udało nam się zostawić. Szybko wróciliśmy do metra by udać się do pałacu Schönbrunn. Z czerwonej nitki U1 przesiedliśmy się na zieloną U4 na Schwedenplatz (Mapka metra zalecana), stamtąd już łatwo do celu, czyli stacji Schönbrunn.

Poniedziałek i wczesna pora spowodowała, że na miejscu nie było zbyt wielu turystów. Pracownicy ogrodów przy pałacu przygotowywali się na sezonowy napływ turystów, poprzez delikatne poprawki pomników czy przycięcie drzewek i sadzenie nowych kwiatów. Piękno ogrodu rezydencji letniej Habsburgów niestety w marcu nie zachwyca. Brakuje nam zapachu i kolorów rosnących tam latem kwiatów. Mimo wszystko, na marzec dostajemy od losu
i tak wspaniałą pogodę – okolice 18’C, która pozwala rozkoszować się pięknym widokiem budowli samego pałacu i położonej wyżej, na wzgórzu, najsłynniejszej na świecie okazałej gloriety. Ogrody są tak wielkie, że
w pobliżu znajduje się zoo, palmiarnia i labirynty, nie mówiąc o licznych rzeźbach w alejkach parkowych.

Pałac Schönbrunn

Do życia budynek powołała Maria Teresa i to ona zażyczyła sobie elewacje koloru żółtego, gdyż był to jej ulubiony kolor. W tym samym miejscu zmarł cesarz Franciszek Józef. Pałac można zwiedzać, lecz udostępnione jest tylko 40 komnat z 1441. Ceny zależą od wybranej trasy.
Jedna to Imperial Tour (22 pokoje) w cenie 14,20 € (studenci 13,20 €), druga to Grand Tour (40 pokoje) – 17,50 € (studenci16,20 €). Wszystkie atrakcje za pewne zabiorą nam wiele czasu. My po spacerze i łapaniu promieni słonecznych wróciliśmy w okolice Prater, by zjeść obiad i zakwaterować się do naszego hotelu (wszystkie info w poprzednim wpisie- kliknijże).
Z pełnym brzuchem, po ogromnym sznyclu wróciliśmy do hotelu odpocząć. Nie planowaliśmy tego dnia już zbyt wiele. Moje niedoinformowanie sprawiło, że wieczorne zwiedzanie Belvederu zakończyło się fiaskiem. Budynek wraz z ogrodami był zamknięty. Poratowaliśmy się tym, że wskoczyliśmy w przypadkowy tramwaj, który zabrał nas na nocną trasę słynnym Ringiem wśród bogactwa architektury pięknego Wiednia. Postanowiliśmy wstać możliwie wcześnie i dnia drugiego ruszyć z bateriami naładowanymi na 100%.

 

Dzień II

O godzinie 11 jechaliśmy już czerwoną linią metra na stację Schwedenplatz. Tam rozpoczął się nasz spacer wśród pięknych kamienic. Pierwsza krótka stacja, to grecki ortodoksyjny kościół św. Trójcy przy ulicy Fleischmarkt. Wzniesiony w 1787 roku, krótko po podpisaniu przez Józefa II Habsburga patentu tolerancyjnego. Przyznawał on protestantom i prawosławnym pełnię praw obywatelskich i wolności kultu religijnego. Kościół zachwyca ilością ikon, a także barwami. Przez chwilę możemy przenieść się w inny region Europy.

Ortodoksyjny Kościół św. Trójcy

Zaraz po tym, jedną z najwęższych ulic miasta, Griechengasse, udaliśmy się do najstarszego kościółka w Wiedniu, czyli kościoła św. Ruprechta. Pierwsze wzmianki o tym kościele pochodzą już z 1161 roku. Samo położenie jest ciekawe, gdyż obok znajduje się dzielnica żydowska, a vis-à-vis widoczne są potężne nowoczesne biurowce. To pozwala na chwilę zadumy nad rozwojem człowieka i technologii.

Kościoł św. Ruprechta

Idąc dalej w kierunku ścisłego centrum, warto zahaczyć o Ankeruhr, czyli secesyjny zegar (lata budowy 1911-1914), który przetrwał II Wojnę Światową.

Mijając bogato wypełnione gustowne sklepy, w końcu dotarliśmy się do kolejnego ważnego punktu na mapie. Jest nim rzymskokatolicki kościół pw. św. Piotra. Osoby uwielbiające styl baroku nie będą rozczarowane. Peterskirche zachwyca z zewnątrz, a swoim przepychem wnętrz powala.
Dla zaciekawionych życiem Elżbiety, to właśnie cesarzowa Sissi szczególnie upodobała sobie tę świątynię. Wejście oczywiście darmowe.

Zaraz przy okazałym wejściu kościoła stoją dorożki – w kolorach ciemnych, czarnych, z elementami tylko kolorów żywszych jak np. żółty. Konie, także
w większości ciemnokasztanowe. Zupełnie inne od tych naszych, krakowskich. Parę zdjęć, krótki spacer Graben (najważniejszy plac
w Wiedniu) przy pięknym słońcu, które znów nas rozpieściło i docieramy do kolejnego checkpointu. Tym razem Kolumna Morowa wzniesiona przez cesarza Leopolda I na cześć ocalenia go od epidemii dżumy. Właśnie w tym miejscu grzebano w pośpiechu ludzi, którzy umierali przez czarną śmierć.

Kilkadziesiąt metrów dalej widać symbol Wiednia, czyli Katedrę św. Szczepana. Mimo, że widok ogólny, wielkość, strzelistość, piękno elementów i ozdób, która reprezentuje potęgę Habsburgów zachwyca, to wnętrze nie zrobiło na nas takiego wrażenia, jak poprzedni kościół pod wezwaniem św. Piotra. To miejsce znajdujące się w sercu stolicy Austrii jest wręcz przymusowym elementem wizyty. Ogrom budowli mogą przybliżyć liczby – wieża południowa o wysokości 136,44 m, szerokość katedry 34,2 m, 13 dzwonów. Z przepychem!

Stephansdom

Po zobaczeniu tych miejsc zdecydowaliśmy się wrócić na obiad. (sprawdź poprzedni post- kliknijże). Pełne brzuchy i dalsza podróż. Tym razem metrem dotarliśmy na stację Taubstummengasse. Kilkaset metrów dalej znajduje się przepiękny Belweder wraz ze wspaniałymi ogrodami. Budowla mnie osobiście zachwyciła. Przepiękny barokowy pałac, który tak naprawdę dzieli się na dwie części – górny i dolny Belweder. W środku znajdują się muzea – koszt wejścia na górny to 15,00 € (studenci 12,50 € ), a na niższy 13,00 € (studenci 10,00 € ). Spędziliśmy tam trochę czasu rozkoszując się bajkową scenerią i robiąc zdjęcia. Moim zdaniem, to jeden z najważniejszych punktów na liście „co zobaczyć w Wiedniu”.  Same budynki po wykupieniu przez Marię Teresę przeznaczone były na bankiety, uroczystości i letnią wypoczynkową rezydencję. Później zaczęto przechowywać tutaj obrazy rodziny cesarskiej.

Belweder

Opuszczając tereny pięknego pałacu, udaliśmy się na pobliski przystanek tramwajowy mijając jeszcze monumentalny pomnik żołnierzy armii czerwonej, wybudowany w hołdzie poległym tutaj 17 tysiącom sowietom, którzy wyzwolili Wiedeń spod okupacji Nazistów. W Polsce większość takich pomników upadło, wraz z upadkiem komunizmu.

Dojechaliśmy na przystanek tuż przy operze wiedeńskiej. Nie tylko ona zachwyca, ale także pobliskie budynki. Tutaj mamy szczególne zagęszczenie zabytków, kark aż boli od oglądania się wokoło. Tłumy ludzi, a także panów ubranych w tradycyjne stroje z najznakomitszych czasów cesarstwa Austrii zachęcających i sprzedających bilety wejścia do opery. Naszym kolejnym celem był kościół św. Karola Boromeusza. Znów potrzeba było chwili, by napatrzeć się na te potężne kolumny jakby zapraszające do wejścia. Tuż obok znajduje się Uniwersytet Techniczny i trzeba przyznać, że studenci mają na prawdę przyjemną okolicę.

Kościół św. Karola Boromeusza

Spieszyliśmy jednak dalej, by zobaczyć kolejny punkt z listy „must see in Wien”. Tym razem czekał na nas zespół pałacowy Hofburg. Warto zatrzymać się tuż przy galerii Albertina, gdyż właśnie stamtąd mamy najlepszy widok na operę. Przechodząc koło palmiarni, udaliśmy się na Heldenplatz.
W jednym ze skrzydeł pałacu obecnie urzęduje prezydent Austrii. Znów sesja zdjęciowa, znów zachwyt rozmachem budowli.

W nogach coraz mniej sił. Postanowiliśmy przeciąć Burgring i odpocząć na placu Marii Teresy, gdzie widok na dwa symetryczne budynki umilał nam Pan grający piękne melodie na saksofonie. W jednym z nich znajduje się Muzeum Historii Naturalnej. Znajdziemy tam historię naszej planety, przykłady zwierząt które wyginęły, różnorodność minerałów, czy elementy sztuki ludzi z epoki kamienia łupanego. Czytając opinię stwierdzam, że przy większej ilości czasu wstąpilibyśmy tam na pewno. Ceny także przystępne – bilet normalny 10 € (studenci 5 €), a poniżej 19 lat wchodzimy za darmo (w wielu muzeach w Wiedniu panuje ta zasada).

Słońce już zaszło za horyzont, a my idąc Ringiem dostarliśmy pod kolejną atrakcję – parlament. Budynek powstał w nurcie historyzmu i wygląda niczym z widokówek Aten. Ogrom, kolumny, znów wielkie wow.

Potęga tych budynków zanika, jeśli dookoła stoją tylko takie – to taki paradoks. Kolejną stacją, przy słynnej ulicy okrążającej centrum Wiednia był ratusz (Rathaus), mieszczący zarząd miasta. Nam niestety piękno tego neogotyckiego budynku przyćmiły prace remontowe placu, tuż przed ratuszem. Po drugiej stronie ulicy Burgtheater, równie piękny.

To był ostatni punkt z trasy zwiedzania. Został nam wieczór i inna uciecha – wybraliśmy się na burgera. Później jeszcze piwo w centrum (czytaj poprzedni artykuł – kliknijże) i tak zakończyliśmy dzień II.

 

Dzień III

Dzień III, czyli dzień wyjazdu z pięknego, czystego Wiednia.
Pogoda lekko się popsuła, ale to nie zaburzyło naszego dnia. Spokojnie wykwaterowaliśmy się z hotelu i ruszyliśmy raz jeszcze do centrum, by podziwiać kamienice i uliczki, które być może umknęły nam w dniach poprzednich. Na ten dzień zostawiliśmy sobie tylko jeden ważny punkt do zrealizowania – były to groby cesarskie w kościele kapucynów przy Kärtner Strasse. Mogliśmy oddać tam hołd największym cesarzom Wiednia, dzięki którym zobaczyliśmy te wspaniałe cuda architektury. Wśród krypt znajdziemy grób słynnej Sissi, czy Franciszka Józefa. Więcej o tym miejscu można przeczytać- tutaj. Cena regularna biletu, to 9 €, studenci 4,5 €.

Krypty cesarskie

I to już koniec naszej podróży. Spakowani, najedzeni kolejnym przepysznym sznyclem oraz obkupieni w wino i słodycze, udaliśmy się na stację, gdzie autobusem wróciliśmy do Polski.