Baczewski sklep

Restauracje Lwowa

Baczewski sklep
Sklepik w Baczewskim

Restauracje we Lwowie

Jeżeli chodzi o jedzenie i picie we Lwowie to nie mamy się czym martwić. Ceny nie są wysokie, a mnogość ciekawych restauracji zachęca do odwiedzania.

Przedstawie wam miejsca, które odwiedziłem. Przed samym przyjazdem do tego wspaniałego miasta zrobiłem przegląd w internecie i zdecydowałem co chcę zobaczyć oraz gdzie chcę zjeść czy wypić. Wybory okazały się jak najbardziej trafne, ale dokładniej o tym poniżej 😉

Restauracja Baczewskich

Tą restaurację chciałem opisać jaką pierwszą, ponieważ jest to miejsce szczególne i zajmuje ona pierwsze miejsce wśród odwiedzonych przeze mnie lokali. Wyśmienite jedzenie, wystrój i lokalizacja.

 

Baczewski plakat

Baczewski pierwszy

Szczególnie polecam śniadanie w lokalu Baczewskich. Jest serwowane do godziny 11 i ma charakter stołu szwedzkiego. Jednak nie jest to zwykłe śniadanie. Jest one szczególne z paru względów. Bardzo duży wybór przekąsek i dań przy stole. Na samym jego początku do usług mamy miłą Panią, która przygotuje nam omleta czy jajecznicę wedle naszego życzenia. Dalej pojawiają się różne rodzaje mięs, serów, warzyw oraz smacznych przekąsek. Na prawdę ciężko się zdecydować. Na kolejnym stole serwowane są alkohole. W cenie śniadania (koszt na obecną chwilę to 120 UAH - około 16 zł ) mamy zapewniony kieliszek szampana lub kieliszek wódki Baczewskiego. Oczywiście to nie wszystko. Przy kolejnej "stacji" mamy różne ciastka, desery i słodkości. Udać się możemy jeszcze do pomieszczenia obok, gdzie przygotowywane są naleśniki z mięsem lub na słodko. Prawdziwa uczta 🙂

Gdy już skomponujemy swoje śniadanie idziemy na specjalnie przygotowane dla nas miejsce. Piękny wystrój miejsca zachwyca. Wnętrze ma charakter oranżerii. W klatkach przygrywają nam ptaki swoim pięknym śpiewem, a czasem słychać jakby wtórowały grającemu właśnie na fortepianie Panu, który często stara się grać polskie utwory m. in. "Tylko we Lwowie". Cała oprawa robi wrażenie. Mnie zauroczyła. W dodatku poczuć możemy Polskość gdyż na ścianach wiszą reklamy Baczewskiego w starym stylu pisane polszczyzną.

Przestrzegam jednak przed kolejkami. Aby zjeść śniadanie warto przyjść wcześniej, gdyż często przychodzi stać w kolejkach około 30 min tak jak w naszym przypadku.

Sama obsługa w środku lokalu jest bardzo miła i często osoby mówią w języku polskim co ułatwia wizytę, lecz na wejściu gdzie mamy do czynienia z Paniami zapisującymi nas na śniadanie wyczuwalne są dziwne spojrzenia i niezbyt miłe gesty czy słowa. Nie chcą one też rozmawiać w języku polskim.

Jeżeli chcecie zobaczyć sobie dokładniejsze zdjęcia czy menu to odsyłam tutaj.

Baczewski wnętrze

Jednak to nie wszystko w tym miejscu! Jeszcze przed przyjazdem do Lwowa zarezerwowałem stolik na wieczór by spróbować dań głównych i przede wszystkim nalewek, których wybór jest ogromny (aż 80!). Ceny za 50 ml to 19 UAH czyli około 2,50 zł.

Co do samych dań to ceny też przystępne. Nie zapominajmy, że lokal to jedna z najlepszych marek w mieście. Za obiady, desery i 4 nalewki zapłaciliśmy około 70 zł. Według mnie tanio, gdyż w Polsce w podobnej klasie restauracji wyszlibyśmy z rachunkiem, który mógłby zaboleć 😛

Same dania smaczne, a w dodatku podane świetnie. Pierwsze oczy stwierdzały, że deser musi być smaczny. Tak podany, na pewno! Zobaczcie 🙂

 

Restauracja browarnia Kumpel

Ciekawe miejsce na mapie Lwowa. Przyciąga do siebie klimatem wnętrza a przede wszystkim piwem, które robione jest na miejscu. Można wybierać spośród kilku rodzajów. Ja zasmakowałem bursztynowego- przepyszne. Wybredni smakosze znajdą zapewne tu swój smak. Zamówić można tackę z wszystkimi rodzajami, to też ciekawa opcja przy wizycie w tym lokalu. Za 1l piwa zapłacimy tutaj 66 UAH czyli około 9 zł.

Z opinii innych wynika, że jedzenie tutaj też jest znakomite. My jednak do piwa zamówiliśmy jedynie przystawkę w postaci deski serów (koszt 175 UAH - ok 23,50 zł) więc ciężko wypowiedzieć się o reszcie.

Tak czy siak. Miejsce ma swój klimat. Również należy uważać, bo często trudno tu o stolik. My dosyć szczęśliwie zajęliśmy ostatni w lokalu 😉

Jak na piwo we Lwowie to do Kumpla! Więcej informacji tutaj.

Lwów restauracja Kumpel

Pinocchio

Do tego lokalu trafiłem przypadkowo. Planowo miała być restauracja Kryva Lypa, ale przez to, że nie znam cyrylicy nie mogłem rozczytać nazw lokali. Weszliśmy do tego najładniej wyglądającego z zewnątrz 😛

Restauracja Pinocchio z zewnątrz prezentuje się okazale. Posiada zamykany ogródek, w środku też dosyć ekskluzywnie. To był nasz pierwszy lokal odwiedzony we Lwowie. Niestety zamówienie nie wyszło nam do końca, ponieważ nasza sałatka z kurczakiem dotarła jako sałatka z wątróbką. Błąd wynikał możliwe z tego, że mówiłem po Polsku podczas zamówienia do młodej Ukrainki, która mimo, że stwierdziła, że rozumie to chyba nie było tak do końca. Mimo to sałatka smakowała (przynajmniej mi 😛 ). Do zestawu tego dnia dobraliśmy zdrowy sok (często można spotkać 100% sok wyciskany z cytryny! ), nalewki oraz drinka. Całość w cenach podobnych choćby do Baczewskiego.

Miejsce fajne, było smacznie i przyjemnie, ale szczerze mało charakterystyczne jak na Lwów, który oferuje nam ogrom ciekawych miejsc. Poniżej mapa, na której zaznaczone są adresy miejsc, które odwiedziłem.

Lwów - pinokio

Kryva Lypa

Sąsiaduje z restauracją opisaną powyżej. Jednak klimat znacznie bardziej w moim guście. We wnętrzu panuje półmrok, ściany ceglane, dużo drewna i przeróżnych elementów nadających klimat temu miejscu.

Barszcz ukraiński, który tam spróbowaliśmy był wyśmienity. Na drugie danie makaron i burger. Tutaj jednak muszę rzec, że mięso było mocno słone za czym nie przepadam a porcja makaronu minimalistyczna.

Sama obsługa ciągle doglądająca czy wszystko okej. Ja osobiście nie lubię takiej kontroli. Czułem się osaczony.

Ostatecznie mimo przesolonych potraw wyszedłem najedzony i szczęśliwy. Siły zbieraliśmy na wyjście do Opery, gdzie zamówione mieliśmy bilety na sztukę, ale o tym w kolejnych postach 🙂

Barszcz Kryva Lypa

Jedzenie kryva lypa

Celentano Ristorante

We Lwowie wybraliśmy się również do pizzerii. Lokal zachęcił tym, że codziennie były tam dzikie tłumy ludzi. Stwierdziliśmy, że musi być tam smacznie. Nie pomyliliśmy się. W ciągu naszych kilku dni wybraliśmy się tam 2 razy. Sama pizza bardzo smaczna.

Lokal podzielony na piwnice, gdzie jest na prawdę włosko. Wygląda to bardzo fajnie, ale góra lokalu zupełnie inna. Nowoczesne wnętrze połączone z "galerią sztuki". Zaskoczyło mnie to mocno. Na ścianach wywieszone rekonstrukcje najlepszych obrazów polskich i ukraińskich artystów, które na co dzień można zobaczyć w muzeum narodowym we Lwowie.

Lwowska kopalnia kawy

Ostatniego dnia trafiliśmy do naprawdę ciekawego miejsca. Jeżeli jesteście smakoszami kawy. To nie ma wyjścia, musicie tam iść. Jak nazwa wskazuje w restauracji znajdują się podziemia - niczym kopalnia w której można napić się kawy. Nic kiczowatego. Wszystko przemyślane z prawdziwie odczuwalnym klimatem. Niestety nie mieliśmy czasu skosztować samego czarnego trunku, gdyż musieliśmy uciekać na autobus, ale tłumy i zainteresowanie zapewniły nas, że musi być smacznie.

W lokalu znajduje się sklepik gdzie można kupić pamiątki czy samą kawę. Przechodząc dalej idziemy wzdłuż turystów pijących kawę przy stolikach jak w zwykłym lokalu, ale gdy zejdziemy niżej zaczyna się na prawdę ciekawie. Dostajemy kask i  idziemy pod niskim stropem, żeby dotrzeć do kawerny. Tam parzenie kawy jest nietypowe. Miotacz płomieni przy stoliku ze strumieniem ognia tuż przy Tobie. Tak, właśnie tak zrobiona będzie kawa w tym miejscu. Nieprawdopodobne doświadczenia serwują nam restauracje we Lwowie. Czas nie pozwolił na więcej, ale jest pretekst by odwiedzić miasto ponownie. Ceny i charakter lokali przyciąga. Ja już zastanawiam się nad kolejną wizytą. To znaczy, że Lwów mnie wciągnął i oczarował.

Lista lokali, które chciałem zobaczyć jest długa. Może z kolejną wizytą się to uda.

Lwów Opera

Lwów – info

Lwów oczarowuje, Lwów wciąga!

 

Tak! Słowa powyżej jak najbardziej trafne. Oczarowuje z tego względu, że przypomina Kraków. Stara się być poprzez swoje kamienice i mury jeszcze bardziej klimatyczny. Wciąga w uliczki i zaprasza do restauracji, pubów czy cukierni - jakże licznych tutaj. Tylko Ty zdecydujesz gdzie powędrujesz i skąd złapiesz kawałek wspomnień.

Informacje o Lwowie

Herb Lwowa
Herb Lwowa

We Lwowie żyje około 729 tysięcy osób, a gęstość zaludnienia jest prawie 2 razy większa niż w Krakowie - wynosi ona 4298 os./km2. Powierzchnia terenu niewiele większa niż Katowic, lecz mniejsza od Świnoujścia, a dokładnie wynosząca 182,01 km2.

Miasto długi czas należące do Polski, teraz położone na zachodzie Ukrainy w obwodzie lwowskim.

Dojazd

Do Lwowa z Krakowa i odwrotnie przemieściliśmy się wygodnymi pociągami. Zamawiając bilety wcześniej skorzystaliśmy ze zniżek, a cena całości po uldze studenckiej wyniosła 168 zł za dwie osoby. Choć pociąg, którym jechaliśmy nie był bezpośredni (a jest jeden taki, który kursuje w nocy) to podróż całkowita to około 5 godzin. Najpierw relacja Kraków - Przemyśl, a następnie przesiadka w kolejną maszynę, która zabrała nas do Lwowa (tym samym pociągiem dojedziemy również np. do Kijowa). Odprawa paszportowa odbywa się wewnątrz składu pociągu w czasie podróży.

Transport

Jeżeli chodzi o komunikację we Lwowie to jednym słowem - tragedia! Lwów pod tym względem jest parę dobrych lat za nami. Tramwaje są brudne i stare, kasowniki to prosty mechanizm dziurkujący, tramwajarzami są zazwyczaj starsze Panie w "fajnych" kolorowych swetrach. Co do marszrutek czyli mini busów to faktem jest, że są tak mocno przeładowane, że nawet nie próbowałem wsiadać. Samych rozkładów nie dostrzegłem (co tam! często ciężko zobaczyć przystanek) więc komunikacja po prostu kiedyś tam podjeżdża. Mimo to, da się! Jako, że mnie to trochę fascynuję to porzuciłem pomysł o taksówce czy uberze (tak, jest tu dostępny), a swoją drogę z dworca na Rynok Square zaplanowałem właśnie tramwajem poprzez skorzystanie wcześniej z aplikacji "Lviv Router". Pobierzcie sobie ją z aplikacji google, jest niezwykle pomocna. Ja nie znając za bardzo cyrylicy i zwyczajów kursowania komunikacji byłem totalnie zaskoczony, ale szczęśliwie dojechałem na miejsce za koszt 3 hrywny od przejazdu. Bilet ulgowy o którym dowiedziałem się później można zakupić w cenie 1,5 hrywny. Informacja w tramwaju mówi o tym, że powinniśmy zapłacić również za swój bagaż, ale nie uiściłem tej opłaty czytając wskazówki innych (podobno nikt z kontrolującyh nie zwraca na to uwagi).

Dworzec we Lwowie
Dworzec we Lwowie
Kasownik biletów we Lwowie
Kasownik biletów

Nocleg

We Lwowie moim priorytetem była lokalizacja. Ceny w mieście nie są wygórowane i za fajne lokum blisko Ratusza czy Opery zapłacimy małe pieniądze. Ja swoją najciekawszą ofertę znalazłem na portalu booking.com w The Heart of Lviv Apartaments na ulicy Braci Rohatyńców. Cena to 279 zł (na obecny przelicznik to 2060 UAH), za dwie osoby, przy 3 nocach (za noc za osobę - 46,50 zł). Apartament był zlokalizowany w centrum Lwowa, bo zależało mi na tym by we wszystkie ważniejsze miejsca poruszać się pieszo.

balu pierwszy apartament

Pokój we Lwowie

Apartament przystosowany do przyjęcia nawet 6 osób. Możliwość korzystania z całej kuchni i oczywiście toaleta, lecz trochę mała. Więc na 2 osoby warunki bardzo dobre. Rzec można, że nie wykorzystaliśmy potencjału naszego lokum, gdyż jeden pokój był pusty a kuchnia we Lwowie nieprzydatna, gdyż ceny na mieście nie są wygórowane.

Jedzenie i picie

Było 😀 W dodatku dużo, więc tym zajmę się w oddzielnym wpisie o Lwowie.

Zakupy

Z Lwowa przywiozłem nalewki ze słynnej w mieście Restauracji Baczewskich. No po prostu znakomite! Jeśli będziecie to koniecznie spróbujcie. Cena jednej to 140 hrywien (ok. 19 zł przy obecnym kursie).

Baczewski
Wejście do Baczewskiego

Baczewski Lwów

Kupiłem także trochę słodkości z firmy "Roshen". Jest to ukraińskie przedsiębiorstwo zajmujące się wyrobami cukierniczymi założone przez obecnego prezydenta Petro Poroszenkę. Cukierki często dostępne na polskich półkach sklepowych. Co do słodkości to wybraliśmy się też do Lviv Handmade Chocolate (), by wybrać coś pysznego.

Dodatkowo na ulicznym targu wybrałem zdobione jajka, które przydadzą się do wielkanocnego koszyka. Kupione w zestawie ze zdobioną tacką z drewna za 100 hrywien (ok. 13.50 zł).

Podsuma

Całkowity, przybliżony koszt naszego trzydniowego pobytu na osobę wraz
z noclegiem, transportem i kosztami życia.

  • transport - 84 zł
  • nocleg - 139,50 zł
  • życie i atrakcje - ok. 260 zł

484 zł

Już niedługo kolejne wpisy o Lwowie. Zapraszam do śledzenia bloga 🙂

Hamburg IV

Pełna nazwa- Freie und Hansestadt Hamburg. Pod względem liczby ludności miasto to zajmuje drugie miejsce w Niemczech - około 1,7 mln. Jest największym portem kraju i bardzo ważnym ośrodkiem przemysłowym. Hamburg jest miastem posiadającym największą ilość mostów, bo aż około 2500. Miasto szczyci się tym, że tutaj są produkowane największe pasażerskie samoloty Airbus.

Hamburg pokazał nam się na prawdę z wielu stron. W pierwszej chwili zobaczyliśmy ogrom ludzi różnych nacji. Jadąc najpierw na zakupy trafiliśmy w dzielnicę muzułmańską z meczetami i szkołami. Wielokulturowość da się dostrzec na każdym kroku. Starsza część miasta czyli Wyspa Spichrzów dała nam możliwość podziwiania zabytkowej architektury oraz niezliczonej ilości kanałów i mostów przebiegających ponad nimi, gdzie panuje wszechogarniający spokój. Natomiast dzielnica HafenCity to istny plac budowy, gdzie powstają ultranowoczesne wieżowce czy biurowce. Czystość i schludność miasta też zwraca uwagę- w końcu miasto w 2011 roku otrzymało tytuł Europejskiej Stolicy Czystości. Kolejne miejsce to "Grzeszna ulica" czyli  Reeperbahn na dzielnicy czerwonych latarni St. Pauli o której więcej poniżej.

Na zwiedzanie Hamburga mieliśmy tylko jeden (i to nie cały) dzień więc jestem przekonany, że nie "wycisnąłem" z niego za wiele, ale starałem się. Zbierając wcześniej informację o najciekawszych miejscach, po prostu wybrałem się do nich.  Pierwszą rzeczą była Wyspa Spichrzów. To miejsce, które od zawsze pełniło rolę spichlerza, magazynu towarów przywożonych z najdalszych zakątków świata. Te neogotyckie budynki wykonane z czerwonej cegły przyciągają nie tylko uwagę, ale też pieniądz. To właśnie one były/są częścią machiny- portu, który gra najważniejszą rolę w mieście. Odnowione budynki nie tylko spełniają rolę przechowalni towarów, często zamieniane są w galerię sztuki lub inne atrakcyjne miejsce jak na przykład "Miniatur Wunderland", gdzie mieliśmy okazję się wybrać.

Pochlebnych opinii czytałem dużo, ale dalej nie byłem w 100% przekonany czy chcę stracić te 2 godziny na oglądanie właśnie parku miniatur. Czy aby to nie za dużo czasu? Czy nie lepiej wykorzystać go oglądając inne części miasta? NIE! To był idealny wybór i każdego zachęcam do odwiedzenia tego miejsca znajdującego się przy ulicy Kehrwieder 2-4.

Miniatur Wunderland

W Parku można zobaczyć na prawdę wiele. Wszystko niby małe, a robi ogromne wrażenie. Wielkie makiety przedstawiające najpiękniejsze części Niemiec, a także inne państwa jak Watykan czy Szwajcaria. Miniatury startujących samolotów, pływających kontenerowców czy wszechobecne jeżdżące auta (zaznaczam jeżdżące!). Prawdziwa uczta szykuje się dla fanów kolejek. Znajduje się tutaj najdłuższa trasa kolejki zapisana w Księdze Rekordów Guinnessa- 12 km torów oraz 890 pociągów jeżdżących wśród gór, jezior, lasów, zamków a nawet interaktywnych kopalni w których możemy zobaczyć pracę górników. Zobaczyć możemy także ogromne lotnisko Hamburga a na niej samoloty, które co jakiś czas startują. Jak to możliwe?! Też początkowo byłem mocno zdziwiony. Przechodząc dalej by zobaczyć co ciekawego w Las Vegas napotykam na płonący pałac, ale cóż to? Na pomoc już ciągną samochody strażackie, które na głośnych sygnałach przykuwają uwagę "publiczności". Na sali panuje zmiana pory dnia na noc. Robi się ciekawie, gdy światła samochodów czy latarni pokrywają makiety a dalej włoski wulkan Wezuwiusz znów staje się aktywny! Wszystko tam na prawdę żyję. Polecam wycieczkę z dziećmi. Poznanie pół świata za kilka Euro 😉

Jako student zapłaciłem za bilet 9 € ( dorośli 13 €). Od razu przestrzegam przed długimi kolejkami! Wcześniej należy dokonać rezerwacji, gdyż czasem po prostu od razu nie wejdziecie ze względu na tłumy ludzi. Warto dojeżdżając na miejsce zarezerwować miejsce, a później w spokoju czekając na pewne miejsce przejść się na przykład na nowoczesną dzielnicę w budowie czyli HafenCity. Tak zrobiliśmy właśnie my. Ponad 2 godzinne oczekiwanie postanowiliśmy przełożyć na spacer w tamte okolice.

HafenCity

 

Wieczorne spacery zostawiliśmy na dzielnicę grzesznych pokus- St. Pauli. Niegdyś przykuwająca uwagę dzielnych, ale strudzonych marynarzy, którzy chcieli po długotrwałej podróży oddać się rozkoszom ciała, korzystając z usług prostytutek. Dziś przykuwająca uwagę także turystów i mieszkańców Hamburga, którzy po prostu często przychodzą tutaj na imprezy czy do baru tworząc ulicę Rapperbahn najgłośniejszą w Hamburgu. Dużo klubów, dużo sexshopów, a także chyba najsłynniejsza uliczka - Herbertstrasse, na której można skorzystać z usług pań, które stojąc w okiennicach zachęcają do wejścia. Jest ona zamknięta, a wstęp mają do niej tylko mężczyźni. Ciekawostką jest, że tą dzielnicę upodobali sobie Beatelsi. Tam szlifowali swoją muzykę, a także zapewne oddawali się w wir nocnych szaleństw. Lenon przynał: „Dorastałem w Liverpoolu, ale mężczyzną stałem się w Hamburgu”.

Mimo opisanych wyżej atrakcji czeka na nas jeszcze bardzo wiele. Niestety nie było mi dane zobaczyć między innymi Ratusza, który był na mojej liście "must see". Być może kiedyś tu jeszcze wrócę i uzupełnię brakujące puzzle 😉

Lubeka III

Lubeka jest jednym z największych miast portowych w Niemczech. Dawniej jako główne miasto w Lidze Hanzeatyckiej. Nazwa pochodzi prawdopodobnie od słowa "lubić" (słowiańskiego "ljub") stąd początkowo gród Słowian połabskich nazywany był Liubice. Czasy świetności to XIV wiek. Wtedy to Lubeka stała się "Królową Hanzy".

Brama Holsztyńska

Auto zostawiliśmy na parkingu przy Willy- Brandt Alee, niedaleko centrum muzyczno- kongresowego, gdzie właśnie odbywał się koncert. Przed budynkiem stały tłumy pięknie ubranych ludzi w galowych strojach. My, niewpasowani zbytnio ubiorem, szybko ruszyliśmy zwiedzać te bardziej "stare dzieje" miasta Lubeki zostawiając występ dla przybyłych. Bliskość parkingu sprawiła, że po paruset metrach dotarliśmy do symbolu miasta czyli Bramy Holsztyńskiej. To był czas na popstrykanie paru zdjęć oraz doczytaniu krótkiej historii o mieście i samej budowli. Sama Lubeka ma wspaniałą historię, gdyż przez długi czas była ona najważniejszym miastem w Lidze Hanzeatyckiej. Nazywano ją- "Królową Hanzy". Znakomite położenie sprawiało, że handel morski rozkwitał, a wraz z nim całe miasto. Społeczeństwo zaczęło się bogacić, zrozumiano wtedy, że trzeba zwiększyć obronność by nie stać się łupem dla innych państw w niespokojnym czasie średniowiecza. Stąd plan wybudowania murów obronnych wraz z bramami broniącymi dostępu miasta. Do dzisiejszych czasów pozostała jedna z czterech - właśnie ta przedstawiona na zdjęciu powyżej. 

Przekroczyliśmy rzekę, która otacza Stare Miasto. Dookoła czerwona cegła, jakże charakterystyczna na północy Niemiec. Budynki te nowoczesne przeszklone, te stare czerwone, ceglane. Uwierzcie, pasuje i to świetnie. Nad wodą dużo ludzi jedzących czy pijących, tutaj czyli w Niemczech najczęściej piwo lub wino.

Wkroczyliśmy na Markt, czyli plac - serce miasta. Trafiliśmy na Dni Włoskie więc na placu równie dużo Włochów co Niemców, nie mówiąc już o jedzeniu czy trunkach. Tu przewaga południowych specjałów. Być może to dobra odmiana od codziennej rzeczywistości, lecz my przyjechaliśmy zobaczyć Niemiecką Lubekę więc po szybkich zdjęciach ratusza udaliśmy się dalej m.in. zobaczyć kościoły czy fabrykę marcepanu.

Galeria Marcepanu

Stare Miasto zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO i nie dziwota gdyż obejmuje ona ponad tysiąc budynków! Najważniejsze z nich to oczywiście pozostałości kultu i wiary chrześcijańskiej m.in. katedra, kościół Mariacki. Będąc w Niemczech zauważyłem, że w obecnych czasach takie budynki odgrywają bardziej rolę historyczną/muzealną, rzadziej jako aktywne świątynie.

Długie lipcowe dni pozwoliły nam jeszcze przez długi czas spacerować, mimo że do miasta przyjechaliśmy po godzinie 18. O tej porze roku zmierzch zapada tutaj blisko 22 więc można cieszyć się wieczorem. Pogoda bywa kapryśna - dużo deszczy i temperatura nie zbyt wysoka, ale naprawdę jeżeli chce się odpoczynku fizycznego i psychicznego to warto udać się do takiego klimatycznego miasteczka jakim jest Lubeka na kilkudniowe nabranie sił i jodu- jak najbardziej zdrowego 😉

Wismar II

Wismar

 

Pierwotnie założony przez Słowian i nazwany- Wyszomierz (język połabski- Wismaria). Prawa miejskie uzyskane w 1229 roku. Celem zachowania niepowtarzalnego klimatu ceglanej starówki miasto wpisano w 2002 roku na Światową Listę Dziedzictwa Kultury i Nauki UNESCO.

 

Częste naloty aliantów spowodowały, że duża część zabytków nie przetrwała w oryginalnej formie, lecz dalej możemy podziwiać piękne budowle wykonane z czerwonej cegły, które nadają wyjątkowy charakter. Wszystkie z miast ligi hanzeatyckiej zawierają w sobie podobny styl architektoniczny, więc później odwiedzona przez nas Lubecka przypominała Wismar. Kościół Mariacki, który należy do głównych zabytków w Wismarze, budowany był na wzór kościoła Mariackiego w Lubece. Obecnie niestety ostała tylko wieża kościelna.

 

Wypalana cegła, która uzyskuje niepowtarzalny kolor nadaje całym miastom swoisty charakter. To ona ukształtowała wygląd większości miasteczek czy wsi w Niemczech. Szukając podobieństw w Polsce możemy wziąć na przykład Gdańsk czy Wrocław. Duża część budynków też wzniesiona z czerwonej cegły. +10% do klimatu 😀 Dla mnie to właśnie najładniejsze polskie miasta, które w swej historii mają dużo wpływu niemieckiego.

Będąc na wybrzeżu bałtyckim warto spróbować morskich ryb. My się skusiliśmy, mimo że nie jestem fanem dań rybnych. Było smacznie.

 

Główny plac miasta to Markplatz wybudowany na planie kwadratu o wielkości 100 x 100 m. Najbardziej charakterystycznym miejscem i wizytówką miasta jest źródło wody, mające postać fontanny.

Marktplatz

Będąc w miejscowości nadmorskiej grzechem nie iść na nadbrzeże, by chociaż chwilę pooddychać zdrowym powietrzem bogatym w jod. Tutaj nad morzem można zaopatrzyć się w ryby oraz zjeść w przyjemnej restauracji tuż nad wodą. 

W kolejnych postach więcej o północy Niemiec. Lubeka i Hamburg w kolejnych postach. Zapraszam 😉

Scharbeutz I

Scharbeutz

Rok 2017, a dokładnie lipiec tego roku to kolejna już 3 z kolei wakacyjna emigracja. Ta pierwsza, czyli wyjazd do Leicester w Anglii, była skierowana tylko i wyłącznie w celu zarobkowym. Dwumiesięczna praca w magazynach „Primark” dostarczyła „some money”, ale nie dostarczyła tyle szczęścia co kolejne wyjazdy do Niemiec – w 2016 i 2017. Plan emigracji się zmienił. Teraz traktuje pracę luźniej, a chwilę wolne spędzam w zwiedzaniu okolicy, a ta trafia nam się wyborna. Zwiedzanie i praca- „Visita et labora” 😉

Zarazem miejscem pracy, a także wypoczynku jest dla nas miejscowość Scharbeutz. Klimantischen plaża z dużą ilością koszy plażowych- jakże charakterystycznych tutaj.

Sama miejscowość jest bardzo wczasowa i wygląda dość podobnie do naszych polskich miejscowości nad Bałtykiem. Scharbeutz jest bardzo czyste – jak wszystkie miasta Niemieckie, które widziałem.

Zadbane plaże, przemyślane punkty widokowe, nowa ładna architektura hoteli w których można wypocząć i kawiarnie z restauracjami. Niektóre pokryte strzechą lub żywą trawą niczym domki z norweskich widokówek. Komponuje się to wszystko bardzo dobrze.

Miejscowość nie jest głośna. Można wypocząć nad morzem a także w parku Kurpark, gdzie znajdziemy różne rozrywki, dla przykładu mini golf. W miejscowości wypożyczymy także rower – ok. 10 €. Dalej, na obrzeżach, tanie sklepy jak sky-supermarket (popularny w północnych Niemczech), Rossmann czy inne. W sezonie trafimy na imprezy na plaży czy inne atrakcje w miasteczku.

Niedaleko dalej, bo około 20 km,  znajduje się Lubeka, która przewodniczyła w lidze miast hanzeatyckich. Jej piękne stare miasto nas przyciągnęło, ale to już w kolejnych wpisach 🙂

Budapeszt – co warto zobaczyć II

Kolejne dni w niezwykle dla nas słonecznym Budapeszcie. Parlament, Bazylika czy hala targowa z niezliczoną ilością warzyw, owoców czy mięs. To wszystko poniżej. Zapraszam do czytania.


DZIEŃ III

W dniu trzecim chcieliśmy bliżej zapoznać się z symbolem Budapesztu. Co tam  Budapesztu! Symbolem Węgier! Budowlą ogromną, jednym z największych gmachów parlamentów na świecie. Neogotyk i elementy baroku sprawiają, że wizualnie wpasowuje się w mój wzór ideału architektonicznego. Po prostu kocham ten styl. Przy budowie pracowało około 1000 osób, zużyto 40 kilogramów złota, pół miliona kamieni szlachetnych i 40 milionów cegieł. Ciekawostką jest, że Parlament ma  taką samą wysokość (96m)  jak Bazylika św. Stefana , co ma na celu pokazać  równowagę w życiu między religią a państwem (co sądzicie?).  Niestety brak doświadczenia sprawił, że musieliśmy obejść się smakiem. Nie wykupiłem wcześniej wejściówek, a ich dostanie w dniu czy przeddzień było niestety niemożliwe. Cudowna pogoda tego wrześniowego dnia pozwoliła nam jednak na rozkoszowanie się widokami z zewnątrz. Po krótkiej przerwie na jedzenie ruszyliśmy dalej zwiedzać stolicę naszych bratanków. Na ekranach naszych aparatów tym razem Bazylika św. Stefana- mogący pomieścić aż 8500 wiernych. Piwnice znajdujące się pod kościołem odpowiadają prawie wielkości budowli. Mocno!

Parlament - od tylnej strony
Parlament
Bazylika św. Stefana

Później spacer klimatyczną uliczką Zrinyi utca, którą myślę, że można porównać do Floriańskiej w Krakowie. Ładne kamieniczki odprowadzają nas, aż do samego Dunaju. Właściwym celem podróży był Most Łańcuchowy, który oświetlony w nocy  robi wrażenie. Z niego też znakomicie widoczny jest Zamek Królewski. Most zniszczony przez wycofujące się wojska Niemieckie, lecz szybko odbudowany. To był ostatni punkt zwiedzania dnia trzeciego.

Most Łańcuchowy
Most Łańcuchowy

DZIEŃ IV

Ten dzień poświęciliśmy tylko i wyłącznie na największy park w mieście - Varosliget. Dostaliśmy się tam żółtą linią metra (M1)-wpisaną na światową listę dziedzictwa UNESCO. Wysiadka tuż przy Placu Bohaterów- największy i najważniejszy plac w Budapeszcie. Kolumnę stojącą centralnie z archaniołem Gabrielem otaczają rzeźby przedstawiające ważne postaci węgierskiej historii. Obok Placu dwie równie wspaniałe budowle czyli Pałac Sztuki i Muzeum Sztuk Pięknych gdzie znajdują się dzieła między innymi Rembrandta, Leonarda da Vinci czy Rafaela.

 Plac Bohaterów
Plac Bohaterów

W Varosliget znajduje się też Zoo (jedno z najstarszych na świecie), słynna restauracja Gundel czy Zamek Vajdahunyad, do którego się udaliśmy. Wybudowany został po Milenijnych obchodach państwa węgierskiego- wzniesiono wtedy zespół budynków (makiet) a najlepsze z nich, które spodobały się publiczności odtworzono i wybudowano. Sam wygląd zamku bardzo bajkowy, niczym z książki. Tego dnia postawiliśmy na pełen relaks i wybraliśmy się do Széchenyi gyógyfürdő czyli kompleksu basenów i term (największy w Europie). Całodzienny bilet wstępu to koszt 5600 Ft (około 76 zł). Duży koszt, ale przyjemność ogromna, której na pewno nie zapomnimy. Duża ilość basenów termalnych z różną temperaturą. Do tego ogromny wybór saun. Sam nie jestem do końca pewien czy odwiedziłem wszystkie miejsca w tym kompleksie, naprawdę jest ich mnóstwo. Pamiętać należy, że dostęp do korzystania z basenów wewnętrznych tracimy już o godzinie 19. Lecz dobrą wiadomością jest, że ciepły basen zewnętrzny jest otwarty do godziny 22. Uznaję wody termalne w Budapeszcie jako "must be" dla każdego.

Széchenyi gyógyfürdő
Széchenyi gyógyfürdő

DZIEŃ V

Ostatni dzień. Mogłoby się wydawać, że będzie nudny- pakowanie, odjazd, podróż. Nie tym razem. Odjazd dopiero po 23 więc czasu multum. Skorzystaliśmy z tego i zaczęliśmy od zwiedzania wnętrz Bazyliki św. Stefana.

Bazylika św. Stefana
Bazylika św. Stefana
Kopuła Bazyliki św. Stefana
Kopuła Bazyliki św. Stefana

Później podjechaliśmy pod wielką halę targową Vásárcsarnok (przy ulicy Vámház krt.), gdzie kupiliśmy słynne węgierskie papryczki i inne owoce jak granaty, które też wydawały się być tańsze niż w Polsce (mimo, że hala dzięki swojej popularności podnosi ceny znacząco)

Vásárcsarnok
Vásárcsarnok - hala targowa
Vásárcsarnok
Vásárcsarnok

Z tego miejsca tuż tuż do brzegu Dunaju, skąd doskonale widać górę Gellerta. Wspaniały widok.

Góra Gellerta
Góra Gellerta

Podróżując dalej natrafiliśmy na wystawę prezentującą przyjaźń i wspólnotę pomiędzy naszymi państwami w ciężkim okresie komunizmu.

Wystawa

Punktem kolejnym naszych wojaży była Wielka Synagoga, która jest największą synagogą w Europie i trzecią co do wielkości na świecie! Mieści 3000 wyznawców. Zniszczona przez ugrupowanie pronazistowskie. Odbudowana po wojnie ukazuje swoje oblicze w stylu mauretańskim. Krótki spacer po dawnej dzielnicy żydowskiej (taki nasz krakowski Kazimierz) i odpoczynek na obiedzie.

 

Wielka Synagoga
Wielka Synagoga

Wisienkę na torcie zostawiliśmy na wieczór. Widok Parlamentu z przeciwnego brzegu sprawia, że szczęka wędruje niżej! Potężny gmach, okazale prezentujący się w oświetleniu - wow!

Parlament

Tak pożegnaliśmy się z miastem. Wróciliśmy po bagaże i ruszyliśmy do Polski.

Budapeszt – co warto zobaczyć

BUDAPESZT - co warto zobaczyć

W poniższym wpisie opiszę warte uwagi zabytki, ciekawe miejsca oraz plany działania w poszczególne dni. Zobaczycie także zdjęcia przedstawiające Budapeszt taki jakim go zobaczyłem. Mając szczęście możemy dojechać tam za "psie pieniądze", a już samo życie na Węgrzech nie wyniesie nas za dużo. Warto pamiętać, że położenie Węgier w kotlinie otoczonej górami sprawia, że lato potrafi być gorące. Skorzystajmy z tego i pojedźmy tam na przykład we wrześniu gdy temperatura jest idealna, a kieszeń także mniej ucierpi.

Read More

Wiedeń – co warto zobaczyć

Wiedeń – co warto zobaczyć

 

Poniższy wpis możecie potraktować jako sugerowany plan podróży po Wiedniu. My mieliśmy na to trzy dni, które wystarczyły na zwiedzenie większości najznakomitszych habsburskich budowli, lecz zastrzegam, że te kilka dni nie wystarczą jednak na to by zobaczyć te cuda architektury od środka. Poznawanie „wnętrza” Wiednia nie jest też tanie. Bilety wstępu do muzeów oscylują zazwyczaj w okolicach kilkunastu Euro i to po cenie ulgowej. Jako studenci z niezbyt głębokimi kieszeniami musieliśmy zrezygnować z przyjemności wejścia np. do Schönbrunn czy Belvederu. To wszystko jednak przed nami w naszej przyszłości.
Continue reading