Budapeszt – co warto zobaczyć

BUDAPESZT - co warto zobaczyć

W poniższym wpisie opiszę warte uwagi zabytki, ciekawe miejsca oraz plany działania w poszczególne dni. Zobaczycie także zdjęcia przedstawiające Budapeszt taki jakim go zobaczyłem. Mając szczęście możemy dojechać tam za "psie pieniądze", a już samo życie na Węgrzech nie wyniesie nas za dużo. Warto pamiętać, że położenie Węgier w kotlinie otoczonej górami sprawia, że lato potrafi być gorące. Skorzystajmy z tego i pojedźmy tam na przykład we wrześniu gdy temperatura jest idealna, a kieszeń także mniej ucierpi.

DZIEŃ I

Dojazd autobusem z Krakowa i tak oto jesteśmy w Budapeszcie! Zaczyna się pięciodniowa przygoda w tym półtora raza większym mieście od Krakowa. Pierwsze najważniejsze rzeczy- "chili" - zakup biletów komunikacji miejskiej i kwaterunek w pensjonacie (więcej info we wcześniejszym poście - kliknijże). Nasze "centrum dowodzenia" znajdowało się na ulicy Rakoczi- jednej z głównych w Budapeszcie co pozwalało nam na szybkie przemieszczanie się metrem w różne rejony miasta. Moją poradą jest, aby  swoich miejsc noclegowych szukać możliwie blisko stacji metra, która w kilka minut zabierze nas do ścisłego centrum. Nie szukajmy też na obrzeżach, gdyż spowoduje to utratę klimatu pobytu w stolicy oraz przysporzy zbyt długie podróże i utratę cennego czasu.

W tym samym pensjonacie zakwaterowali się nasi bliscy znajomy, z którymi spędziliśmy kolejne godziny pływając po Dunaju i pijąc piwo w knajpie do której również zaprosiła nas z pochodzenia Polka. Już nie na polskie piwo lecz węgierskie - Dreher. Wśród turystów znaczna część to także Polacy. Czy nasz naród naprawdę jest wszędzie?

DZIEŃ II

Intensywny dzień zaczęliśmy od Góry Gellerta. Wysiadka na Szent Gellert ter, czyli stacji metra oznaczonej kolorem zielonym. Stamtąd właśnie dobrze zacząć zdobywanie szczytu. Tak wysokie wzgórze w środku miasta - coś nietypowego. Warto zdobyć go na nogach. Nie zajmuje to dużo czasu a daje dużo frajdy, widoki też wspaniałe. Na górze do zobaczenia jest Pomnik Wolności oraz Cytadela zbudowana jeszcze przez Habsburgów.

Widok z góry Gellerta

 

 

 

 

Góra zawsze cieszyła się zła opinią wśród mieszkańców - uważano, że zbierają się na niej czarownice i odprawiają sabat. Takie opinie były popularne zwłaszcza w okresie kontrreformacji. W późniejszym okresie z powodu wysokiej przestępczości okolice uchodziły za niebezpieczne.

Dzień przeznaczony był na spacer po Budzie (prawy brzeg Dunaju) więc spokojnym krokiem dotarliśmy do Zamku Królewskiego. Niełatwym jest sfotografować tak potężny budynek więc zabrakło zdjęć z tego miejsca. Będąc na zamku, koniecznym jest przejście paruset metrów by dojść na Basztę Rybacką i Kościół Macieja. Według mnie te budowle są na dwóch kolejnych miejscach po Parlamencie na liście "co zobaczyć w Budapeszcie". Dachówka kościoła zachwyca swoimi zdobieniami, a nieregularna bryła baszty rybackiej wybudowanej w stylu neoromańskim jest po prostu wspaniała. Myślę, że to znakomite upamiętnienie cechu rybaków, który bronił tych murów.

Po długim spacerze, wróciliśmy bliżej hotelu by coś zjeść, a następnie szykować się na imprezę, którą zaplanowaliśmy ze znajomymi. O alkoholach w poprzednim wpisie - kliknijże. Co do samych klubów to jest ich trochę. Część z nich ma charakterystyczny klimat opuszczonych kamienic z różnymi, naprawdę dziwnymi, dekoracjami. My wybraliśmy się do klubu "Instant" (Akacfa Utca 49) nieopodal dzielnicy żydowskiej - coś jak nasz krakowski Kazimierz. W kolejnych dniach odwiedziliśmy też tą okolicę z czystej ciekawości i trafiliśmy na klub "Szimpla" - bardzo popularny wśród młodzieży węgierskiej.

 

W kolejnym wpisie opiszę kolejne dni mojej podróży oraz miejsca warte uwagi w Budapeszcie. Zapraszam do obserwowania bloga #balupierwszy